W ostatnim czasie sporo się tu działo. Od dziennika z oddziału psychiatrii, po wpisy o mechanizmach uzależnień. Gdzie w tym wszystkim miejsce na oddech?

​Szczerze? Wyeksploatowałam się. Fibromialgia wróciła z pełną mocą, a to dla mojego organizmu jasny komunikat: „Halo, Amelio, zaciągnij hamulec”. Mój mózg ma wbudowany bezpiecznik – gdy próg bólu zostaje przekroczony, po prostu odcina zasilanie.

​Z racji tego, że do 5 stycznia zostaję w szpitalu, czas ten poświęcam na regenerację. To mój czas na to, by w końcu napełnić „miechy” i po prostu spać, kiedy tego potrzebuję. Ale nawet w szpitalnych murach staram się odnaleźć swój świąteczny balans.

​Dla mnie ten balans jest trochę jak „wheele” na wózku aktywnym – tym małym bolidzie. Kto próbował, ten wie: to nie jest bezruch. To ciągłe, mikroskopijne korygowanie środka ciężkości, żeby nie wyrżnąć w tył, ale też nie opaść zbyt twardo na przednie kółka. W te święta uczę się, że psychiczna równowaga wymaga tej samej precyzji. Jeden gwałtowny ruch w stronę zbyt trudnych tematów i tracę pion.

​Dlatego dziś wybieram herbatę. Jej zaparzanie to lekcja cierpliwości. Jeśli zalejesz liście „na pełnym gazie” (wrzątkiem) , bez wyczucia – wyjdzie gorycz. Jeśli próbujesz odpoczywać zbyt szybko i „efektywnie”, fundujesz sobie to samo. Herbata uczy mnie, że liście potrzebują czasu, by opaść na dno, a ja potrzebuję czasu, by „naciągnąć” spokojem.

​Mam przy łóżku fascynującą książkę o holistycznym podejściu do zdrowia. Na razie jednak częściej na nią patrzę, niż ją czytam. I to też jest element mojego balansu – uznanie, że fascynacja nauką musi czasem ustąpić miejsca zwykłemu „nicnierobieniu”.

​Usiądź wygodnie, zaparz sobie coś ciepłego i pomyśl:

Kiedy ostatnio pozwoliłeś sobie na taki nieefektywny odpoczynek? Czy w Twoim życiu jest teraz punkt równowagi, czy raczej kontrolowany poślizg?

​Trzymajcie pion (lub łapcie balans) w te święta! ✨☕

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *