Dziś odbyła się rozmowa kwalifikacyjna na oddział dzienny. Polegała ona na omówieniu substancji, od których jestem uzależniona. Zostałam również zapytana o postawione diagnozy oraz stosowane leczenie farmakologiczne. W skrócie opowiedziałam o swoich trudnościach.
Po konsultacji z zespołem lekarsko-terapeutycznym podjęto decyzję o nieprzyjęciu mnie na oddział dzienny, z jednoczesnym podtrzymaniem zaleceń ze szpitala dotyczących pobytu na oddziale podwójnej diagnozy. Na taki pobyt zdecydowałabym się jedynie w modelu krótkoterminowym, choć zespół rekomendował oddział na Babińskiego.
Myślałam, że zostanę zakwalifikowana ze względu na występowanie wielu czynników, jednak tak się nie stało.
Potrzebuję pomocy i braku obojętności wobec innych, z którymi łączy mnie nie tyle co relacja a zależność np. Ja i dyrygent.
Boli zdanie Ja tego nie rozumiem. Wystarczy porozmawiać i słuchać a nie być obojętnym.
Wbijam szpileczkę 📍ale kiedyś musi to wybrzmieć nawet publicznie. M.in. dlatego napisałam artykuł: Dyrygent jako lider dobrostanu: Empatyczne przywództwo a bezpieczeństwo psychofizyczne muzyków. Nie zmienię zdania, jeśli nie czuję się komfortowo w tej relacji. Dyrygent jest osobą rozpoznawalną społecznie. Może dzięki tym uchronię potencjalnego nowego muzyka jeśli ma jakieś problemy psychofizyczne przed iluzją wyrozumiałości. Orkiestrę traktuję jak umowę barterową.