Hospitalizacja w Szpitalu Babińskiego w Krakowie

Dzień siódmy

Jest całkiem nieźle, chociaż jestem przeziębiona od unoszącego się w powietrzu morowego powietrza ze szlugów. Nie narzekam na nastrój. Wiem, jakie leki przyjmuję. Jutro nastąpi podwyższenie dawki wenlafaksyny.

Na oddziale będę jeszcze ok. tygodnia. Jutro zgłoszę przepustkę na święta, jeśli nie wyjdę przed świętami.

Najbardziej wykończył mnie ból pleców. Dużo rozmawiałam z jedną pacjentką (aktualnie nie pamiętam imienia). Zrobiła mi masaż pleców. Długo wzbraniałam się, żeby poprosić pielęgniarkę o NLPZ — wzięłam je ok. 16:30.

Po kolacji zostałam na świetlicy. Zaczęłam robić bransoletkę dla Magdy. Wymyśliłam, jak zrobić zapięcie do innej bransoletki ze smyczy dla psa. Dodatkowo poznałam bardzo miłą Beatę. Mamy do obgadania parę spraw.

20:00 — na głodzie

Tak cholernie boli kręgosłup i mięśnie przykręgosłupowe, że jestem na głodzie. Chcę tramadol. Ból 6/10. Dostałam dwie tabletki ibuprofenu albo paracetamolu. Jest lepiej — ból 3/10.

Ból jest ogromnym wyzwalaczem mojego uzależnienia. Ćpałam z dwóch powodów: bólu i regulacji emocji.

Dzień ósmy

Byłam mocno zaskoczona, że zostałam przeniesiona na dolny pododdział. Na terapii zajęciowej nawet nie trzeba nic robić. Szczerze mówiąc, chciałabym się nauczyć szydełkować. Niepotrzebnie się stresowałam.Nastrój w porządku. Paracetamol postawił mnie na nogi. W nocy było źle — bardzo bolało. Dowiedziałam się, że nie dostanę przepustki, ponieważ jestem uzależniona. Co najwyżej mogę się wypisać na własne żądanie. Nie chcę. Lepiej zostać — także ze względu na komisję w Powiatowym Zespole do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności.

Z racji przeniesienia na dolny pododdział mogłam pójść na koncert bożonarodzeniowy w wykonaniu uczniów szkoły muzycznej. Obstawiałam wysoki poziom muzyczny. Miałam nadzieję na symfonikę — niestety, była to muzyka góralska. Tym razem nie patrzyłam krytycznym uchem na tą muzykę. Było całkiem w porządku. Warto docenić występ osób słabowidzących oraz dwojga uczniów ze szkoły muzycznej II stopnia im. Fryderyka Chopina. Przyznam się szczerze, że byłam mocno śpiąca i słuchałam koncertu z zamkniętymi oczami.

Znów rozmawiałam z panią Olą — ale z niej gaduła. Dosiadła się do mnie Dominika, z którą dzielę salę, a czasami także Magda i Oksana. Przebodźcowałam się. Po kolacji położyłam się w łóżku. Odpoczywam. Mam wrażenie, że poleżę w szpitalu przynajmniej trzy tygodnie. Z rozmowy z Nadią dowiedziałam się, że lekarka zdiagnozowała zespół abstynencyjny. Trochę jest w tym prawdy. Dobrze, że nie byłam na skręcie po Tramadolu.

Do ks. dr Grzegorza Piekarza

Od dawna czuje potrzebę wypowiedzenia gorzkich słów. Był rok 2019 jeszcze przed Covidem. Popadłam w depresję, czułam się wykluczona z Instytucji Kościoła, gdyż moja tożsamość płciowa jest i była żeńska. W tym czasie ujawniła się w pełni okazałości. Znam odpowiedź, która bym usłyszała – Módl się do boga. Tylko jak, gdy straciłam wiarę. Z tegoż powodu zrezygnowałam ze studium.

Ks. nie wie jakie to cierpienie depresja i dysforia płciowa. Jakie są statystyki odnośnie występowania depresji w przebiegu dysforii płciowej. Wg raportu Lambda Warszawa 61% osób transpłciowych ma poważne objawy depresji, a 55% osób miało myśli samobójcze. Takich danych nie można ignorować. Jedną z tych osób byłam ja w 2021 roku oraz tydzień temu. Aktualnie przebywam w szpitalu.

To są m.in. skutki polityki kościelnej dotyczących osób nieheteronormatywnych i nie cispłciowych. Przypomnę też słowa jednej z gazety:

„Poparcie Strajku Kobiet przez jednego z członków tarnowskiego chóru Pueri Cantores Tarnovienses wywołało ostrą reakcję ks. Grzegorza Piekarza, dyrygenta tego chóru. Kapłan przestrzegł przed eksponowaniem w mediach społecznościowych symbolu Strajku Kobiet, czyli czerwonej błyskawicy, ponieważ według niego kojarzy się on ze śmiercią i działalnością SS, zbrodniczej formacji hitlerowskich Niemiec. Zdaniem ks. Piekarza „afiszowanie się z tym znakiem ociera się o ekskomunikę”.

Źródło: https://www.se.pl/tarnow/tarnow-ksiadz-grozi-chorzystom-ekskomunika-za-wspieranie-strajku-kobiet-padly-mocne-slowa-aa-wZHs-7oQq-dzqE.html

Tak więc mocą nadaną sobie zaciągam na siebie ekskomunike, poprzez wypowiedzenie w języku kościoła rzymskokatolickego słów: nie ma boga prócz mnie w samym sercu kościoła – Bazyliki św Piotra i Pawła w Watykanie.

Nie odważyłam się tego wysłać do ksiundza piekarza.

Pomału robię się śpiąca. Zjem coś i chyba pójdę spać.

Noc (ćpunki)

To już drugi raz, kiedy budzę się tej nocy. Trochę nie jestem śpiąca, a trochę jestem. Diazepam nie służy mi do spania. Lekarka chce zejść z benzo. Od trzech dni nie śpię — czy to z powodu bólu pleców i gardła, czy dziś już tylko z bólu samego gardła.

Znów zaczęłam myśleć o substancjach psychoaktywnych. Kto by nie chciał syropku na ból gardła i kaszel (którego nie mam) z kodeiną albo popularnego Tantum Verde. Sam w sobie nie daje efektów psychoaktywnych — dawka jest za niska. Tantum Rosa w dawce powyżej terapeutycznej już tak.

Dlaczego mój mózg, chociaż jest spokojny i nie czuje cierpienia, chce substancji psychoaktywnych?!

Tak, wiem — usłyszę odpowiedź: zespół abstynencyjny. Nie ma znaczenia, co chcę wziąć. Ważne, żeby zaspokoić głód.

Na marginesie — kiedyś mocno mnie „stuknęła” kofeina z yerba mate. Stymulanty nie są dla mnie. Też euforyzują, ale nie da się wysiedzieć w miejscu.Pamiętam technikum. W gimnazjum byłam dobra z chemii. Chciałam produkować metamfetaminę z pseudoefedryny. W tym okresie w zasadzie nic innego nie miałam w ustach niż lotne węglowodory, a i tak miałam ogromną ochotę coś brać.

Dzień dziewiąty

Po nieprzespanej nocy bardzo szybko rozpoczęłam dzień. Rozmawiałam z Beatą. Piłam herbatę. Było całkiem przyjemnie. Gorzej, że po śniadaniu bardzo chciało mi się spać. Paracetamol zadziałał, gardło przestało boleć. Położyłam się spać na niespełna pół godziny. Aby być przytomną na społeczności, rozbudziłam się „kubłem” zimnej wody skierowanej na twarz. Podziałało.

Pierwszy raz uczestniczyłam w społeczności. Już w pierwszym dniu zostałam oddziałową kronikarką. O społeczności nie wiedziałam nic. Wprawdzie na oddziale ZEN była społeczność, ale co oddział, to inne zasady. Jak dotąd — zasady są inne. Po zakończeniu społeczności, która trwała około 10 minut, zaczęłam pisać kronikę. Nic szczególnego się tam nie pisze — takie codzienne sprawy, jak wyglądał dzień.

Irytuje mnie obecność pani Olki. Rozumiem przepaść pokoleniową i intelektualną. Często doprowadza mnie do przebodźcowania, ale wcześniej nie umiałam stawiać jej granic. To się zmieniło.

O 11:30 byłam u psycholożki. Powiedziałam wszystko, co doprowadziło mnie na oddział. Wymieniłam swoje problemy: głód opioidowy, BED. Powiedziałam, że jestem świadoma mechanizmów tego zaburzenia odżywiania, że ma ono wspólne cechy z uzależnieniem. Mamie powiedziałam, że nie chcę, aby BED nazywała nałogiem. To samo powiedziałam psycholożce.

Zaskoczeniem był obiad — wielki kawałek kurczaka. Później było wyjście na spacer. Nie miałam jeszcze indywidualnego planu terapeutycznego, więc nie mogłam pójść do sklepu. Szkoda.! W związku z tym miałam przerwę dla siebie. Wykorzystałam ją na odpoczynek.

O 13:30 przyjechała do mnie mama w odwiedziny. Rozmawiałyśmy. Gdy powiedziałam, że nie wyjdę na święta, rozpłakałam się razem z mamą. Tak bardzo chciałam świąt z rodziną i Nadią. Takich prawdziwych świąt — obchodzonych może i w okresie świąt katolickich, ale dla mnie i Nadii na własnych, emocjonalnych zasadach.

Ogólnie sporo czasu spędzam z Beatą. Jest wartościową kobietą. Twierdzi, że łatwiej dogadać się jej ze mną niż z własnym mężem, który ją uderzył. Ma siniaki na ręce. Poszłam też w odwiedziny do Amelii oraz Magdy. Magda stwierdziła, że mam tak uspokajający głos, że mogłaby przy mnie zasypiać. Pamiętała, jak trzymałam ją za rękę. Powiedziała, że powinnam zostać terapeutką.— Za może dziewięć lat będę — odpowiedziałam. Najpierw ukończę asystenta zdrowienia. Jeśli Beata jest w stanie w Krakowie załatwić mi darmowe szkolenie i nie będę musiała jechać do Warszawy, to z ogromną przyjemnością z tej opcji skorzystam.

Tego dnia szybko usnęłam. O 2:30 obudziłam się z powodu bólu gardła. Mama przywiozła mi cukierki z szałwią i Halls. Dzięki temu przespałam noc.

Dzień dziesiąty

Dzień rozpoczął się od porannej gimnastyki 🙁. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że unikam jej jak ognia 🔥 piekielnego. Brakuje tylko: „I zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia” ✝️.

Zamiast muzykoterapii odbywały się zajęcia porządkowania materiałów i ozdób świątecznych w ramach terapii zajęciowej. Byłam mocno zmęczona.Warsztaty psychologiczne na temat przetwarzania emocji podstawowych i złożonych były dla mnie triggerujące. Mój mózg cały czas szuka szybkiego sposobu regulacji emocji. Nie minęły nawet pełne dwa tygodnie abstynencji od tramadolu.

Amerykańska klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, będąca podręcznikiem i kompendium diagnostyczno-statystycznym zaburzeń psychicznych, mówi o krótkiej remisji trwającej od minimum trzech do dwunastu miesięcy. Ostatnio dopiero po dziewięciu miesiącach nie odczuwałam głodu. Mój stan psychiczny był wtedy w remisji — z wyjątkiem zaburzeń lękowych.

Po obiedzie pierwszy raz zagrałam w jedną logiczną planszówkę. Nie dokończyłam jej. To nie są moje klimaty.Rozmawiałam z Beatą. Chcę opublikować jej artykuł na temat trzymiesięcznej hospitalizacji na innym oddziale, również w szpitalu Babińskiego. Zaczynam zauważać, że takie teksty są potrzebne i wartościowe. Zdradzę rąbka tajemnicy: są osoby, które bardzo źle reagują na leki stosowane w psychiatrii.

Czuję potrzebę, aby to podkreślić: szpital psychiatryczny jest normalnym miejscem. Tu nie ma „czubków”. Są oddziały sądowe — one zasługują na osobny wpis, poprzedzony rzetelnym researchem.

Dzień jedenasty

Sobota. Wydawać by się mogło, że to dzień wolny. W planie jedne zajęcia: edukacja zdrowotna. Minął kwadrans studencki. Żadna osoba prowadząca nie pojawiła się do końca planowanego czasu. Oznaczało to dzień całkowicie wolny. W związku z tym na oddziale niewiele się działo.

W odwiedziny przyjechali do mnie rodzice. Bardzo wymowna była treść SMS-a:

Spóźnimy się… przecież tatuś jedzie.

Rodzice przyjechali około dziesięć minut później.

Podczas odwiedzin czas płynie szybko. Smutne jest to, że obowiązują ściśle określone godziny odwiedzin. Mama, żegnając się ze mną, rozpłakała się. Rozumiem, że rozstania są trudne. Powiedziałam jej:

Wprawdzie w oknach są kraty, ale te kraty są otwarte na świat.

Celem pobytu jest powrót do funkcjonowania poza szpitalem. W moim przypadku większość czasu przeznaczona jest na utrwalenie stabilności psychicznej. Zresztą sami zobaczcie, jak naprawdę drobne rzeczy potrafią być wyzwalaczem — na przykład niewinna zapalniczka. W mojej głowie oznacza ona „odkurzenie”. Jest w niej gaz, który niejednokrotnie przekraczał barierę krew–mózg. Pochodził on jednak z innego źródła.

Na moją niekorzyść działa długość okresu uzależnienia. Skupiam się na tym temacie, ponieważ jest to poważny problem. Zwykłe zajęcia, nawet psychologiczne, mogą wywołać głód. Stabilizacja psychiczna jest o tyle ważna, że przy fibromialgii stanowi formę profilaktyki bólu. Ból jest jednym z największych wyzwalaczy głodu, pasywnych myśli samobójczych oraz myśli autodestrukcyjnych. Gdybym podążyła za nimi, byłabym sparaliżowana od pasa w dół.

Dzień dwunasty

Niedziela. Dzień wolny od wszystkich zajęć. Od rana źle się czułam. Miałam sen, który był bardzo nieprzyjemny.

Śniło mi się, że wracam z przepustki. Szpital był umieszczony na wsi, z dala od ludzi. Obok siebie stały dwa budynki. Pierwszy — gospodarstwo rolne z zawalającymi się zabudowaniami gospodarczymi. Drugi — szpital. Jedyną wspólną cechą obu miejsc był wiatrak wyciągający dym papierosowy z palarni.

Zamiast wejść do szpitala, weszłam na teren gospodarstwa. Mężczyzna był zły, że wiele osób — zamiast wejść do szpitala — wchodziło na jego posesję. Po przekroczeniu zabudowań gospodarczych przy budynku znajdowały się mury tworzące wąski korytarz. Gdy przekroczyło się bramę, zaczynało gonić pięć wściekłych wilczurów.

Jedyną drogą ucieczki był mały otwór z obrotowym wałem, który wciągał. Jeśli ktoś próbowałby się z niego wydostać, gdy otwór zaczynał się zwężać, wał ściskał głowę. Przeszłam przez ten tunel i trafiłam do klatki — dwukrotnie większej niż klatka królicza.

Cała noc po tym śnie upłynęła w napięciu. Obudziłam się zmęczona i niespokojna. Byłam na głodzie. Fantazjowałam o przyjmowaniu substancji psychoaktywnych — nie konkretnie, raczej jako obrazy ulgi, odcięcia, wyciszenia.

Przez większość dnia nastrój był obniżony. Głód nie znikał. Odczuwałam częściową anhedonię — nic nie dawało realnej przyjemności ani ulgi. Było ciężko. W tym stanie pojawiały się też myśli o „zbolidzeniu się”: nie jako plan, raczej jako natrętna fantazja o tym, że ból psychiczny można by zamienić na fizyczny, bardziej namacalny, łatwiejszy do uniesienia.

Byłam na tyle zmęczona, że większość dnia spędziłam w łóżku. Wstałam dopiero na obiad. Kręciłam się po oddziale, bez większego celu. Pewnie rozmawiałam z Beatą. Nastrój poprawił mi się po rozmowie z Nadią albo z Mamą — już nie pamiętam. Piszę to z perspektywy wtorku.

W odwiedziny przyszli do mnie rodzice. Rozmawiałam głównie z Mamą. Tata praktycznie nie zamienił ze mną przez półtorej godziny ani jednego słowa. Tak — odwiedziny trwały półtorej godziny, bo pielęgniarka nie „zapraszała do wyjścia”.

Po spotkaniu nastrój był nieco lepszy, ale chęć przyjęcia substancji nie zniknęła. Ustąpiły natomiast myśli o „zbolidzeniu się”.

Dzień trzynasty

Od rana nastrój był obniżony. Poinformowałam o tym lekarkę po społeczności. Mówiłam, jak bardzo ciągnie mnie do przyjęcia substancji. Planowałam powiedzieć „trzy zdania”: że czuję się stabilnie, że można odstawić paracetamol i chlorchinaldin oraz że byłam na głodzie i pojawiały się myśli autodestrukcyjne. Nie spodziewałam się, że przerodzi się to w pełnoprawną wizytę.

Rozmawiałam z lekarką o planowanym wypisie — 05.01.2025 — ze względu na refundację leczenia przez NFZ przy danym rozpoznaniu. Nie wiem dokładnie, jak to wygląda proceduralnie, natomiast spodziewam się, że w przypadku znacznego pogorszenia stanu zdrowia hospitalizacja mogłaby zostać przedłużona.

Lekarka poruszyła temat mojego braku przygotowania do wypisu. Powiedziała wprost, że widzi mnie wyłącznie na oddziale zamkniętym podwójnej diagnozy. Wstępnie zgodziłam się na wizytę kwalifikacyjną. Niestety na takim oddziale obowiązują duże restrykcje, między innymi w zakresie korzystania ze smartfona. Cały pobyt trwa nawet rok. Chcę wreszcie zrealizować swoje marzenia — pracować, pójść na studia psychologiczne. Nie chcę spędzić roku w szpitalu.

Resztę dnia przeznaczyłam na pisanie tekstu Sidła uzależnienia. Nastrój był zmienny. Wracały myśli o tym, w jakim stanie trafiłam do szpitala. Rozmawiałam z Beatą. Powiedziałam jej, że poszłam do szpitala dla siebie i dla swojej ukochanej narzeczonej ❤️. Rozpłakałam się. Tak bardzo kocham Nadię.

Myślę, że farmakologia oraz mechanizmy obronne mocno hamują ekspresję emocji.Rozmawiałam z Nadią. Powiedziałam jej, że jest jedyną osobą, którą tak mocno kocham i przy której potrafię się otworzyć emocjonalnie.

Strony: 1 2 3 4

Fediverse reactions

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze