Trzeci numer O wszystkim i o niczym powinien ukazać się już jakiś czas temu. Powinien. 🙂 W ostatnim tygodniu wiele się działo. Dla Was może nic szczególnego, ale dla mnie te wydarzenia były na tyle absorbujące, że wpis się nie pojawił. Co w dzisiejszej telenoweli? WordPress i jego ciemna strona mocy, psychologia w pigułce, mandaty i finansowanie budżetu państwa.
WordPress i jego kaprysy
WordPress czasem miewa humory, a właściwie nie on sam, lecz jego wtyczki. Przykładowo, Frends z FediPress uniemożliwia edytowanie wpisów. What? Już wyjaśniam. Wszystkie linki prowadzące do edycji wpisu otwierają go na froncie strony. Innymi słowy, zamiast edytora pojawia się gotowy wpis. Problem występuje tylko przy włączonej wtyczce FediPress. Trochę to zagmatwane, wiem.
Psychologia i fiksacje
Często nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo psychologia wpływa na nasze codzienne funkcjonowanie – zarówno w skali globalnej, jak i tej bardziej osobistej. To trochę jak z teorią względności Einsteina: działa na dużą skalę, ale załamuje się w świecie kwantowym.
Któż z nas nie miał kiedyś obsesji na punkcie jakiegoś tematu? Mamusiu, tatusiu, rodzicx – ja chcę nową konsolę! (Pardon za wstawkę. 😉) Wracając do tematu – zafiksowany mózg działa w dodatnim sprzężeniu zwrotnym: im więcej o czymś myślimy, tym bardziej te myśli się intensyfikują. Niestety, w połączeniu z trudnymi emocjami ten mechanizm może prowadzić do sięgania po substancje psychoaktywne jako formę znieczulenia. Z czasem można przejść od jednej fiksacji do drugiej – do kolejnej dawki.
Mówi się, że wszystko jest dla ludzi, ale to uogólniona nieprawda. Więc, drogie robaczki, ostrożnie z substancjami psychoaktywnymi. Ciekawe jest natomiast pytanie, czy samo odurzenie może uzależniać, czy też uzależnia wyłącznie pragnienie doświadczenia czegoś spoza codziennej świadomości. W mojej ocenie to zjawisko uzależnienia leży gdzieś na pograniczu psychicznego i behawioralnego. Jak to często bywa w nauce, zdania są podzielone, a nasza skłonność do sztywnego kategoryzowania zamiast rozpatrywania problemów w sposób wielowymiarowy jest swoistą pułapką.
Ostatnio jadąc do Krakowa drogówka łapała kierowców na radar lub lidar. Mała praktyczna porada: zamiast migać światłami i ryzykować mandat, można po prostu umieścić kartkę za szybą z napisem: Uwaga, kontrola prędkości! W pełni legalne i lojalne zachowanie. Oczywiście, najlepiej po prostu jeździć zgodnie z przepisami – i do tego zachęcam.
Zwalniając, zwiększamy bezpieczeństwo na drodze. Można zastanawiać się nad moralnością unikania mandatów – jedni kierowcy pewnie przejmują się konsekwencjami, inni niekoniecznie. Ale czy unikanie mandatów faktycznie prowadzi do ostrożniejszej jazdy? Może i tak – choć tylko na odcinkach objętych pomiarem prędkości. Nie umiem w pełni odpowiedzieć na to pytanie.
Mandaty jako źródło dochodu państwa
Budżet państwa uwzględnia mandaty jako jedno ze źródeł dochodu. Im więcej mandatów, tym mniejsza dziura budżetowa. Sprytne, co nie? Patrząc z tej perspektywy, państwu wręcz zależy na tym, aby wystawiać jak najwięcej mandatów – nawet za najmniejsze przewinienia.
I okej, jeśli ktoś łamie przepisy celowo i świadomie, mandat jest uzasadniony. Ale co w sytuacji, gdy przepisy łamie się nieświadomie? Przykładowo: spali Ci się żarówka w samochodzie, a nie masz zapasowej. I co? Mandat zamiast pouczenia?
Czy istnieje sprawiedliwy model finansowania państwa?
Chyba wszyscy zgodzimy się, że nie ma idealnego modelu finansowania państwa. Podatki są konieczne – bez nich nie da się zapewnić dobrobytu. Lewica pewnie się ze mną nie zgodzi, ale osobiście sprzeciwiam się podatkom progresywnym – nie widzę w nich równości.
W naturze równość nie istnieje. Nawet wśród zwierząt – choć czasem dzielą się zdobyczą, a niektóre gatunki potrafią oddać życie za stado – zawsze jedni na tym zyskują, inni tracą. Moim zdaniem równość byłaby wtedy, gdyby wszyscy czerpali po równo. Skoro jednak równość to iluzja, to co w zamian?
Dla mnie kluczową wartością jest zapewnienie każdemu przynajmniej podstawowych warunków do życia – a nasze państwo tego nie potrafi. Brak dostępu do refundowanego leczenia, kryzys bezdomności, brak mieszkań socjalnych, emerytury niewystarczające do godnego życia.
Spójrzmy na przykład mojego doświadczenia: w moim otoczeniu było kilka osób, które powinny ponieść konsekwencje za super zabawę w bullying. Szkoła umyła ręce, policja w słomnikach (nie pozdrawiam) także. Za nie ściganie powinni dorzucić się finansowo do mojej terapii. Doszło do tego kilka innych kwestii, np. temat transpłciowości. Rozpoczęła się walka o życie, aby wyjść na prostą. Nikomu z mojej rodziny nie było łatwo. Jeśli na państwo nie można liczyć, trzeba liczyć na własną kieszeń.
Myślę że każdy z was zna podobną historię. I to tylko jedna kwestia. A co z innymi wspomnianymi problemami społecznymi? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi. Inaczej po setkach stron dojdę do pytań fundamentalnych, na które nie ma żadnej odpowiedzi.
Dodaj komentarz