Zanim przeczytasz ten tekst
Decyzja o udostępnieniu tak prywatnych treści nie była łatwa, ale podjęłam ją z jednego powodu: chcę odczarować lęk. Ten dziennik to zapis mojej drogi na oddziale zamkniętym – miejsca, które w powszechnym wyobrażeniu budzi strach, a w rzeczywistości często jest jedyną drogą do bezpieczeństwa, stabilizacji i właściwego dobrania leczenia.
Jeśli boisz się szpitala, potraktuj mnie jak starszą koleżankę, która bierze Cię za rękę i pokazuje, jak to wygląda naprawdę. Bez filtrów, ale z nadzieją.
Mój apel do Ciebie: Nie czekaj, aż ból stanie się nie do zniesienia. Nie zagryzaj zębów tak długo, jak robiłam to ja. Prośba o pomoc to nie słabość – to najwyższa forma odwagi. Twoje życie jest warte walki, nawet jeśli Twój własny umysł próbuje Cię teraz przekonać, że jest inaczej.
Kilka uwag
Cała hospitalizacja trwa 27 dób, a 28 dni. W tekście przyjęłam, że dzień przyjęcia jest dniem zerowym. W tym dniu praktycznie nie przebywałam w szpitalu.
Przed przyjęciem
Przed pójściem do szpitala udałam się do pracy celem ogarnięcia papierów. Gdyby nie to poszłabym od razu na oddział. Chciałam uporządkować i podomykać sprawy w pracy. Kończy mi się umowa. To był mój ostatni dzień w pracy.
Izba przyjęć
Przyjechałam na izbę przyjęć o 21:30. Przyjęła mnie lekarka. Popatrzyła się na adres zamieszkania i powiedziała: Nie przyjmę Pani na oddział. Nie jest to Pani szpital rejonowy. Pokazałam jej, że to nie wypełni prawda. Na stronie szpitala jest napisane, że oddział II (żeński) obejmuje moje miejsce zamieszkania w rejonie. Następnie gdzieś wyszła zaczęła pisać i drukować papiery i mnie przyjęła. Przy przyjęciu nie przeprowadziła szczegółowego wywiadu medycznego jaki by mnie satysfakcjonował.
W związku z powstaniem CZP Podgórze zmienił się rejon, z którego pacjentki przyjmowane są do oddziału. Obecnie są to Pacjentki z powiatów limanowskiego, miechowskiego, bocheńskiego, brzeskiego, proszowickiego, wielickiego oraz krakowskiego (gminy: Czernichów, Igołomia, Iwanowice, Jerzmanowice, Kocmyrzów, Krzeszowice, Michałowice, Skała, Słomniki, Sułoszowa, Zastów).
Noc na oddziale
Wchodząc na oddział Panie pielęgniarki były bardzo miłe. Zapytały się z jakiego powodu tu trafiłam. Przekazałam swoje lęki pielęgniarce, następnie sprawdziły przedmioty osobiste. Na noc dostałam Lorafen 2,5 mg. Spałam bardzo spokojnie. Dawno sen nie był tak przyjemny. Rano byłam zaspana.
Dzień pierwszy
Rano zjadłam śniadanie. Po śniadaniu naszły mnie myśli. – Jak ja sobie poradzę bez opioidów. Co jeśli będzie mało jedzenia. Czym mam kontrolować emocje? Pojawiły się również klasyczne myśli autodestrukcyjne o przecięciu rdzenia kręgowego.
Po obiedzie lekarka zabrała mnie na wizytę. Przedstawiłam cały skomplikowany obraz sytuacji.
Jakoś koło 12:40 zaczęło się pojawiać napięcie jak i zaczął narastać ból kręgosłupa. Przed pietnastą wspołpacjetką powiedziałam: Niech mnie ktoś powiesi albo mi coś zrobi. Aktualnie piszę tą relację.
14:15
Lekarka zabralła mnie na rozmowę w czter oczy. Rozmowa dotyczyła dodatkowego zabezpieczenia przy prysznicu, aby wszyscy czuli się komfortowo. Zgłosiłam objawy. Dostałam 50 mg kwetiapiny.
15:00
Uspokoiłam się trochę. Czuję napięcie w ciele. Pół godziny później,czuję smutek, zmęczenie. Chatbotowałam z GPT odnośnie rejonizacji w psychiatrii oraz absurdach psychiatrii. Są dobrzy lekarze, ale i też tacy co nie chcą cię wysłuchać i generuje problem systemowy.
Era spania
Około godziny 16:30 poszłam spać. Obudzono mnie na kolację o 18-tej. Po kolacji poszłam znów spać. Ustawiłam sobie budzik na 19:45, aby być na zajęciach Kursu psychologicznego pomocy osobą LGBT. Zajęcia były z moim Doktorkiem Bartoszem Gdańskim. Po zajęciach o 21:00 poszłam spać.
Dzień drugi
Od samego rana do 10:50 spałam. Czuję napięcie w ciele i bardzo chcę mi się pić. Jest to jeden z klasycznych form odreagowania na stres i napięcie oraz nagromadzone zmęczenie.
Jest wieczór. Dziś jest spokojniej. Nadal triggerują mnie zwykłe przedmioty jak barierka na klatce schodowej itd. Dziś przypomniało mi się, że muszę dokończyć pisać wniosek do RPP. Słowo Nowowiejski wywołuje u mnie silne reakcje somatyczne. Nie muszę mówić że mam negatywne nastawienie do tego szpitala. Na oddziale II-gim (żeńskim) jest kameralnie. Zaczynam się integrować z innymi. Kręgosłup trochę boli – do wytrzymania. Wczoraj wprowadzili mi dodatkowy lek z grupy neuroleptyków, chyba Aripiprazol, abym była spokojniejsza i nie musiała w chwilach nasilonych myśli tak mocno tego przeżywać. Ruminacje to nic przyjemnego. Mogą dotyczyć wszystkiego. Mi umysł mówi, że lepiej, aby chemicznie wyłączyć odczuwanie bólu lub dokonać czynności, która trwałe uszkadza rdzeń kręgowy. „Lepiej być na wózku niż czuć ból FMS-owy”.
Co to oznacza? – Naćpane się opioidami i benzodiazepinami powyżej dawki terapeutycznej. Powiem szczerze. Cieszę się, że tu jestem 🙂. Tak jak Nadia mówi, mogę mieć bolida, ale ruszać nóżkami.
Co ważne udało mi się pokonać wyzwalacz w postaci lotnych substancji, które jak widać są dostępne na oddziale.
Tak jak GPT napisał. Oddział to nie miejsce sterylne. Zabezpiecza, chroni ale da się zrobić przemyt.
Śmiesznie jest kogoś „inwigilować”, gdy piszę wpis. Takie mam uprawnienia jako adminka. Kocham Cię kochanie. Poprawiłaś mi nastrój.
Dzień trzeci
Wstałam dopiero przed śniadaniem. Dziewczyny z sali mówiły, że chrapałam — wiem, że chrapię — i że próbowały mnie obudzić, ale bez skutku. W pierwszą dobę spałam jeszcze mocniej. Miałam większą dawkę lorazepamu.
Dziś znów dużo śpię. Jestem też cały czas spragniona. Widać, jak bardzo organizm jest przemęczony.
Koło południa zaczęłam czytać książkę Dobrze, że jesteś. Zanotowałam sobie trzy pytania, które tam padły:
1. Co jest wartością, która stanowi o Tobie?
2. Jak ta wartość przejawia się w Twoim życiu?
3. Twoja busola — czym jest? Jak ją rozumiesz?
Na dwa pierwsze mogę odpowiedzieć od razu: empatia i bycie dla innych. Kiedy człowiek oddaje się innym, łatwo zapomina o sobie. Można być empatyczną osobą, ale trzeba też pamiętać o własnych granicach.
A busola? Na ten moment — skoro jestem w psychiatryku — moim celem jest, żeby minęły myśli autodestrukcyjne, również te pasywne. Patrząc dalej: chciałabym być zdrowa psychicznie, mieć pracę i pójść na psychologię.
Nie chcę pisać o innych pacjentkach. Dziś przyjęto jedną kobietę. Nie znam szczegółów, wiem tylko, że nie chce tu być. To nie jest rzadkie — wiem to też z rozmów z przyjaciółmi.
Ja sama jestem świadoma swojego stanu. Pomału zaczynało mi brakować sił. Uzależnienie, które było w remisji, przeszło z powrotem w aktywną fazę. Nie miało znaczenia, że w ośrodku był policjant — i tak brałam, wiedząc, że mogę dostać dyscyplinarkę. Właśnie z tych powodów zdecydowałam się na hospitalizację.
Mam w sobie tak dużo nagromadzonych emocji, że mój nastrój stał się obojętny. Nadia w rozmowie też zwróciła uwagę na tę obojętność.
Być może sen jest dla mnie mechanizmem ucieczkowym, a może po prostu odsypiam wszystko, co się we mnie nagromadziło.
Chciałabym porozmawiać z tą nową pacjentką, bo leży ze mną na sali. Teraz słucha muzyki, wcześniej spała — tak jak ja. Z niektórymi pacjentami rozmawiam trochę jak asystent zdrowienia. Nie znam tu wielu osób, ale wiele z nich jest zamkniętych w sobie i nie chce opowiadać o tym, co ich spotkało.
Dzień czwarty
Dzień zaczął się jak zwykle. Po śniadaniu słuchałam muzyki. W pewnym momencie wzruszyłam się, oglądając rolkę na Instagramie:
https://www.instagram.com/reel/DSKuh-KCOaT/
To był uliczny występ — być może nagrany w Rzymie. Coś we mnie wtedy pękło.
Później poszłam dokończyć bransoletkę dla Nadii. Rozmawiałam z Lilianą i jakąś starszą panią — nie pamiętam jej imienia. Zapisałam też odwiedziny dla mamy albo rodziców na jutro.
Pogoda dziś dopisuje. Dopiero teraz zaczynam tęsknić za możliwością wyjścia na zewnątrz. Gdybym nie była w szpitalu, pewnie wcale bym za tym nie tęskniła — raczej leżałabym w łóżku. Jestem w miejscu, z którego nie da się wyjść samemu. W miejscu, gdzie świat zewnętrzny jest wyraźnie oddzielony od świata wewnętrznego. Chce mi się płakać. Dopiero teraz mam dostęp do emocji. Jestem zmęczona.
Jest mi smutno. Zbliża się pora obiadu. Nie jestem głodna. Mam ochotę ukarać się za swoje myśli i nie zjeść obiadu. Chciałabym przespać te emocje. Niestety, tak się nie da. Trzeba chociaż pójść.
Po obiedzie rozmawiałam z panią Ewą — starszą kobietą. Było widać, że bardzo potrzebuje rozmowy. Sama lubię rozmawiać ze starszymi osobami. Po tej rozmowie chyba poszłam spać, a może jeszcze przed snem rozmawiałam z Nadią. Spałam aż do kolacji.
Kolację zjadłam szybko. Zaczęłam pisać wpis o zrzutce, ale z własnej perspektywy. Pewnie zajmie mi to jeszcze kilka dni.
Nadia dopiero uczy się poruszania po WordPressie, ale radzi sobie coraz lepiej. Jestem z niej dumna. Zedytowała stronę główną naszej strony. Teraz należałoby zmienić nazwę domeny. Coś wymyślę.
Dzień piąty
Na psychiatrii nic nie jest pewne. Jednego dnia panuje spokój, jak na zwykłym oddziale szpitalnym, innego — tak jak dziś. Choć większość dnia przespałam, w tych najbardziej newralgicznych momentach byłam przytomna.
Wobec dwóch pacjentek zastosowano dziś przymus bezpośredni. To zawsze jest przykre doświadczenie. Jeśli więc ktoś pyta, czy na psychiatrii stosuje się pasy — tak, ale warto zobaczyć, w jakich sytuacjach.
Pierwszy przypadek dotyczył pacjentki, która chciała targnąć się na życie na schodach. Wielokrotnie proszono ją, aby wstała z podłogi, jednak żadna z próśb nie przyniosła skutku. Leżenie na schodach stanowi realne zagrożenie dla zdrowia i życia.
Drugi przypadek to pacjentka agresywna, będąca w stanie psychozy. Istniało zagrożenie dla zdrowia innych osób, a próby uspokojenia również nie działały.
Nie tak łatwo więc „trafić w pasy”. I tu pojawia się pytanie: skoro nie jest to łatwe, to czy ich użycie zawsze jest uzasadnione? Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Nawet gdy ktoś się broni, bo naruszane są jego dobra osobiste albo ktoś próbuje odebrać mu własność — nawiązuję tu do innego wpisu — granica bywa bardzo niejednoznaczna.
Jedna z pacjentek leżących na mojej sali jest w fazie psychozy. Kilkukrotnie przychodziła do mnie i mówiła rzeczy o charakterze urojeniowym. Wobec mnie nie była agresywna. Nie wiedziałam nawet, że w stosunku do innych pacjentek zachowywała się agresywnie.
O 14:15 przyjechała mama na odwiedziny. Czas minął bardzo szybko, nie było przestrzeni na głębszą rozmowę. Pod koniec wizyty przyszła ta pacjentka i zaczęła rozmawiać z mamą. Personel szybko zauważył to na monitoringu i odprowadził ją z powrotem. Był to moment, w którym zaczynała się interwencja. Po powrocie pielęgniarka zapytała mnie, czego ta pacjentka chciała — odpowiedziałam, że po prostu rozmawiała.
Około godziny 15:00 personel rozpoczął interwencję. Prośby o uspokojenie były bezskuteczne. Po pewnym czasie lekarz podjął decyzję o zastosowaniu przymusu bezpośredniego. Pielęgniarki poprosiły o wsparcie ratowników medycznych. Podano leki typowe w takich sytuacjach: lorazepam i haloperidol.
Nie wiem, co myśleć o tej pacjentce. Po samej mimice było widać, że potrzebuje bliskości. Gestem prosiła, żebym złapała ją za rękę. Trzymałam ją, aż zasnęła. Potem sama poszłam spać.
Dzień szósty
Spełniło się to, czego się obawiałam. Zostałam wpisana na listę oczekujących na przeniesienie na dolny pododdział. Bałam się tego. Jednak w związku z tym, że nie występują u mnie myśli „s” ani myśli autodestrukcyjne, trzymanie mnie na obserwacji jest bezzasadne i jedynie wydłuża pobyt w szpitalu.O godzinie 10:00 rozpoczął się koncert kolęd. Wiedziałam, że nie spełni moich wysokich oczekiwań, więc nie poszłam. Nadia stwierdziła, że mogłabym być jury. Pewnie tak 🙂 – mały uśmieszek, chociaż nastrój jest raczej smutaśny, o charakterze reaktywnym na myśl, że zostanę przeniesiona. Siedzę na krześle i piszę ten tekst.
O godzinie 11:00 mam podejść do psychologa. Jak na razie była jedna wizyta lekarska i „wizyty” podczas obchodów. Tak naprawdę niewiele o mnie wiedzą. Nie liczę na terapię, ale na poznanie mnie – może to pomogłoby zrozumieć, dlaczego moje reakcje wyglądają tak, a nie inaczej. Uważam, że w psychiatrii powinno się kłaść większy nacisk na psychologię. I tak nie każdy psychiatra będący jednocześnie psychologiem lub psychoterapeutą faktycznie korzysta z technik psychologiczno-psychoterapeutycznych. Mówię to z doświadczenia, odnosząc się do Anny Tereszko. Nie wiem, jak jest z innymi, ale ona mi podpadła. W środowisku uznawana jest za specjalistkę LGBT-friendly, a ja znam historię, której byłam świadkiem na własne oczy i która pokazuje, że nie zawsze tak jest.
Okazywanie czułości równa się przenosiny – niekoniecznie
Pielęgniarka zobaczyła, że pacjentka w pasach ma uwolnioną rękę, a ja trzymałam ją za dłoń. W efekcie zostałam przeniesiona z sali 3 do sali 6 – blisko palarni 🤬. Jebie tu szlugami. Czyżbym zrobiła sabotaż na oddziale? Czy naprawdę trzymanie za rękę jest czymś złym? Na oddziale dziennym takie zachowanie nie było niczym nadzwyczajnym. Nadal podtrzymuję zdanie, że oddział zamknięty jest „łatwiejszy”. Jak dotąd większość czasu po prostu wypoczywam, choć z różnymi nastrojami.Pacjentkę, która leżała obok mnie kilka dni dłużej, również przeniesiono do sali 6. Marne to pocieszenie. Plusem zmiany sali są natomiast osoby, które teraz ze mną leżą.
Nie pamiętam już dokładnie, o której godzinie odpięto pacjentkę z pasów. Było to po obiedzie, pewnie około 14:00. W każdym razie w pasach przeleżała mniej niż 24 godziny. A jednak 20 godzin to bardzo dużo czasu. Naprawdę jej współczuję. Nawiązałam z nią jakąś więź emocjonalną, mimo że jej nie znam.Po obiedzie czułam napięcie. Mając do dyspozycji owoce, zjadłam jabłko i pomarańcze jako odpowiedź na zaburzenia odżywiania BED. Dostałam jeszcze fit batonika i trochę czekolady. Mój nastrój był obojętny. Zauważyła to Nadia i od razu do mnie zadzwoniła. Byłam mało rozmowna – więcej mówiła Nadia niż ja. Po rozmowie poszłam spać na jakąś godzinkę, do kolacji.Teraz uwaga. BED musiał być naprawdę silny, skoro postanowiłam zjeść dwie porcje kolacji i precelki Lajkonika.Położyłam się spać po 21:30, ale nie mogłam zasnąć.
W nocy, około 4:40, obudziłam się z bólu. Jestem przeziębiona. Ktoś w toalecie urządził sobie palarnię – capiło strasznie.
