Odwrócony Ogólnopolski dzień walki z depresją

Poniedziałek. Dzień jak co dzień; słońce nie wiadomo nawet o której wzeszło, bo niebo spowiły ciężkie, szare chmury, z których sączy się deszcz tak, jakby chciał ale nie mógł.

Wystarczy?

Ten post dotyka nie tylko moich osobistych doświadczeń emocjonalnych, ale też tego jak odbieram koncept, który mógłby wyjątkowy, ale stał się głównie medialną atrakcją.

Bo choć konkretna inicjatywa – ogólnopolski dzień walki z depresją dotyka szczytnego celu, trochę zastanawia mnie czy ten „dotyk” to lekkie pieszczenie, czy może nierozerwalny ścisk. Niestety byłabym skłonna kierować wnioski ku temu pierwszemu.

Nie bez powodu znalazł się pierwszy akapit, który na pozór oderwany od tematu – w praktyce oddaje ciężką prawdę. Niestety, choć pomysł Dnia walki z depresją sprzedaje się bardzo dobrze, to byłoby chyba na tyle. 23.02 to dzień jak każdy inny, nieraz umyka świadomości jego „zawartość”. Chociaż trzeba przyznać że media są wyczulone i bardziej niż własnego wkładu oczekują od samych siebie kampanii autopromocyjnej.

Nie tylko od święta

Trzeba przyznać, że statystyki związane z samobójstwami są szokujące. Tylko w ciągu jednego dnia w Polsce odbiera sobie życie 16 osób i o ile nie wydarzy się większa katastrofa – to więcej niż zwykle umiera w związku z urazami odniesionymi w wypadkach związanych z przemieszczaniem się.

Odniesienie się w porównaniu do wypadków komunikacyjnych nie jest przypadkowe – te zwyczajnie z perspektywy gazet i widzów są bardziej dramatyczne i bardziej „widowiskowe” – po prostu historie o nich lepiej się sprzedają.

A w tym szumie informacyjnym osoby, które odniosły porażki, doznały przemocy, rozczarowania lub odwrotnie – nie poradziły sobie z własnym sukcesem po cichu podejmują decyzję, których nie da się odwrócić.

Niestety, mam wrażenie, że inicjatywa walki z depresją 23.02 jest jak świeca, która daje światło, ale równie łatwo ją zgasić. To dla mediów wygodne. Skupić się na konkretnym temacie jednego dnia, by móc go unikać „bo przecież już jest wyczerpany”.

Prawda jest inna. Osoby z depresją nie istnieją tylko od święta. Z reguły jest to problem przewlekły. Można to porównać do śniegu, którego płatki – są ich setki – oblepiają powoli drzewo doprowadzając powoli do jego złamania. Problem nie pojawia się nagle, a często nawarstwia i kumuluje się latami.

Segregacja nie pomaga

Ledwo co a oto wyłania się zza zakrętu kolejny wróg – podstępnik. W zasadzie intencja jest dobra: zaprosić do studia kogoś, kto sam doświadczył w przeszłości kryzysu i przeprowadzić z nim wywiad. To częsty motyw – szczególnie w serwisach publicystycznych i telewizjach śniadaniowych.

Nietaktem jest natomiast prowadzenie rozmowy wyłącznie w sposób ukazujący doświadczenia życiowe tych osób i skupiający się na ich historii. Dużym problemem jest znowu, że do wywiadów wybierane są osoby, których historie są stereotypowo drastyczne i nie raz wręcz makabryczne, mają ukazywać powolny upadek i efektowne powstanie.

Pomimo, że sam koncept jest dobry, ma zbliżać widza w stosunku do osób dotkniętych depresją, to osoby, które czują realne cierpienie mogą odbierać to inaczej. Odnoszenie się do siebie przez pryzmat innych to częsty schemat, któremu ulegają chorzy. Depresja zamyka nas na pozytywy do tego stopnia, że zamiast stwierdzić „ona dała radę to i ja dam” osoby, które na nią cierpią niestety często odbierają to jako porażkę „miałam łagodniej i sobie nie poradziłam”.

Prawda jest taka, że każdy układ nerwowy jest inny i niepowtarzalny. Nie mamy wpływu na to jak mocno dotknie nas przeciążenie emocjonalne tak samo jak nie możemy powstrzymać niektórych chorób „z ciała”. Często nawet nie wiemy, co działa na nas destrukcyjnie, dopóki tego nie doświadczymy.

Kilka słów na zakończenie

Ja też to przeszłam. Od 15 roku życia depresja systematycznie wysysa że mnie siły. Nie raz sprawia, że mam ochotę się poddać.

Tymczasem – czy na prawdę warto? Przez długi okres niepokoiły mnie stany psychiczne, w których próżno było szukać radości z życia, tym bardziej motywacji i chęci do powiedzenia sobie „czas do zmian”. Z doświadczenia powiem jednak, że większość osób stawiających krok bez powrotu tak naprawdę tego nie chce. Chcą spokoju, wolności od bólu, a jedynym sposobem na to w świecie widzianym przez pryzmat depresji jest odebranie sobie życia.

Uczucie zwątpienia jest silne, niejednokrotnie wręcz zamraża umysł intruzjami o własnej nieporadności i bezsilności. Ale jeśli to zrobisz, stracisz jakąkolwiek szansę na poprawę, nawet jeśli jej nie widzisz. Czy naprawdę warto? Jeśli wybierzesz odejście, nigdy się nie przekonasz.

Życie potrafi nie raz wywrócić wszystko do góry nogami. To co kiedyś uważałam za wady, teraz mam za zasoby. Doświadczenia mogą nie tylko przytłaczać, one uczą. Wracając do myśli, ile osób przy mnie było, ile wsparcia otrzymałam i jaką drogę pokonałam wiem, że jestem silniejsza niż kiedykolwiek.


0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze