Dlaczego polaryzacja jest zła – o łamaniu barier w architekturze…

📝 Nie będę ukrywać, że piszę w ważnym dla mnie temacie. Jako osoba „samozwańczo” ale dogłębnie interesującą się zarówno tematami w zakresie architektury jak i psychologii nie widzę tej linii granicznej – widzę jak psychologia wpływa na architekturę – co na pozór bardziej zrozumiałe – ale dostrzegam też wpływy w drugą stronę. I to nie małe.

❌ Chciałam zaznaczyć, że jakakolwiek krytyka nie spada na grunt „architektura/psychologia jest zła” – jak to często odbywa się w mediach społecznościowych. To mało merytoryczna argumentacja – bo termin „architektura” jak i termin „psychologia” to pojęcia obejmujące zakresem tematycznym dziedziny wiedzy – te zajmują się wieloma zagadnieniami. Niejednokrotnie pozytywnymi, niejednokrotnie negatywnymi. Mowa tu oczywiście o oddziaływaniu rzeczy spod parasola tych zagadnień na społeczności będące w zakresie ich wpływów. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje gdy różnicowanie dobre – złe jest silnie kontekstowe.

🔮 Zdjęć dostarczył jak zwykle niezawodny Gemini. (Kiedyś muszę zrobić o jego przewagach nad Czatem GPT)

Osiedla-getta jako smutny przejaw (nieświadomej) izolacji

👀 Od lat idąc po terenach, które jeszcze niedawno były wolne od zabudowy a niedawno powstały na nich ośrodki skondensowanej zabudowy wielorodzinnej ud rząd mnie jeden schemat. Ja – jak to ja – idę i rozglądam się po okolicy. Co widzę? Bloki stojące na działkach ogrodzonych wysokim płotem, gdzieniegdzie szlaban i stróżówka ochrony. Jak dla mnie – mogli by dać jeszcze drut kolczasty 🤣

🔍 Biorąc temat zupełnie na poważnie uderza jedno – chęć odcięcia i anonimowości. Gdy w latach dziewięćdziesiątych i zerowych krytykowano modernizm właśnie za jego skalę i brak własnej tożsamości mieszkańców osiedli – czy ktoś pomyślał, że zrobimy to samo? Bo tak zrobiliśmy. Tylko zamiast dodać 2+2 pomnożyliśmy 4×1. Efekt psychologiczny jest ten sam. Zamiast przerażającej skali jest izolacja. To i to jest niekompatybilne z nawiązywaniem spontanicznych stosunków i relacji społecznych poza sytuacjami, gdy jest to wymuszone.

‼️ Problemem nie jest tu chęć prywatności tylko jej skrajna, przerośnięta adaptacja. Architekci przestrzenni próbując znaleźć rozwiązanie problemu swoimi wizjami nie odchodzą daleko – właściwie próbują po prostu „ugryź” problem (jak jabłko) od innej strony. I tak zamiast otaczać centralnie usytuowane skupiska bloków przerażającym szarym murem, budowa pierzejowa – czyli stawianie bloków na krańcach działki byłaby chyba złotym strzałem. W takim układzie bloki stanowiły by obwódkę terenu prywatnego i były dostępne – z jednej strony z ulicy – z drugiej z „otoczonego” dziedzińca.

🧠 A o tym dlaczego zmienia to tak dużo możnaby się sporo rozwodzić. Przede wszystkim – jakiekolwiek jawne formy wygrodzenia budują barierę psychologiczną bardziej niż fizyczną – jak może się zdawać. Ktoś, kto będzie chciał naruszyć teren w nielegalnym celu i tak to zrobi; kwestia tylko w jaki sposób. Natomiast dla przypadkowych mieszkańców taka rozdzielność jest po prostu koszmarem. Niemożność korzystania z wewnętrznych sklepików, parków czy nawet placów zabaw pokazuje jak bardzo chęć do „mieć” przerosła pobudki do „móc”.

🏬 Poza tym zabudowa pierzejowa ma drugą podstawową przewagę – w budynkach usadowionych w linii ulicy mogą być usytuowane właśnie sklepy, czy małe punkty gastronomiczne dostępne dla klientów z obu stron. Dodatkowo w tym układzie nie ma hermetyczności – budynki samym swoim układem mówią co jest bardziej kameralne, a co publiczne. Czyli ktokolwiek, kto chce ominąć dziedziniec przejedzie ulicą nie „wgryzając się” w bardziej intymne struktury. Chyba że ktoś ma interes – na przykład odwiedzić mieszkańca lub skorzystać z usług punktu położonego w lokalu dostępnym z klatki schodowej – wtedy nie na problemu.

⛓️ Rzadko się o tym mówi a to moim zdaniem istotne – bo zapobiega budowaniu schematów: ktoś, kto nawet nieświadomie izoluje się w miejscu zamieszkania z dużym prawdopodobieństwem zacznie przekładać ten mechanizm na inne struktury społeczne. W efekcie uzyskamy przyzwyczajenie do samotności, która paradoksalnie okazuje się być bogatym źródłem czynników anksjogennych i – średnio – zwiększa ryzyko wystąpienia chorób psychicznych, w tym epizodu depresyjnego.

😰 Co ważne – depresja to podstępne choróbsko i w dużej mierze zależy od czynników społecznych. Ale tych czynników może być wiele co sprawia, że rzadko jest to pojedyncza ilość stresorów. Innymi słowy – coś co może zaogniać stan psychiczny rzadko jest na tyle mocne samo w sobie aby powodować depresję. Wymagane jest nagromadzenie wieku takich cegiełek, które niestety często mogą być na tyle drobne, że trudno je zauważyć jako pojedyncze składniki.

Strefy wykluczenia też nie pomagają

‼️ To kolejny problem – objawiający na szczęście już coraz rzadziej powielanym schematem.

🏚️ Całe założenie opiera się na tworzeniu tak zwanych „biednych” i „bogatych” dzielnic z czymś pomiędzy nazywanym dzielnicami „robotniczymi”. Ten schemat był szczególnie popularny w okresie PRL-u gdy przynależność do jakiejkolwiek z klas społecznych – nieważne jaki stopień zamożności się posiadało – była symbolem prestiżu. Chyba nie trudno szukać obrazów jak to się skończyło. Można je przedstawiać na rozmaitych przykładach – warszawska Praga, bytomski Bobrek albo – chociażby krakowska Nowa Huta…

🙈 Te dzielnice zyskały złą sławę nie dlatego, że nie były atrakcyjne rynkowo. Wręcz przeciwnie! Niejednokrotnie zabytkowe kamienice lub nowe – jak na tamte czasy bloki były potencjalnym rdzeniem prestiżowej i dobrze odbieranej dzielnicy.

💸 Problematyczne okazały się „socjale”, czyli mieszkania, które przyznawano ludziom z najniższych warstw społecznych. Błędnie bazowano na przekonaniu, że ci ludzie nie chcą się „podnieść”, stanąć na nogi i osiągnąć bezpieczeństwo finansowe. W rzeczywistości osoby zakwaterowane w takich lokalach miały duże ambicje – tylko osadzenie w jednolitym środowisku (osób niejednokrotnie uzależnionych) utrwalało błędne wzorce zachowania.

🔥 To co nazywamy „dzielnicami patologii” wcale takie nie jest. Bo jak nazwać sytuację wrzucenia kogoś, kto potrzebuje pomocy by „wyjść na prostą” do w zasadzie „getta” osób, które również nie umieją poradzić sobie same z osiągnięciem własnej stabilizacji – kto ma im pomóc? To było uwięzienie, w zasadzie chęć „wybielenia” innych ośrodków w mieście niż próba realnej, konstruktywnej pomocy.

😱 Chociaż były jeszcze bardziej drastyczne przykłady – w tym słynne osiedle przy dudziarskiej w Warszawie. Zbudowane tak na prawdę po środku… Niczego. Trzy bloki otoczone ze wszystkich stron torami kolejowymi i dzikimi łąkami bez sklepu, czy chociażby dogodnego transportu. Ciężko uwierzyć, że osoby projektujące usytuowanie bloków w takiej lokalizacji nie przewidziały potencjalnych skutków społecznych swojego „dzieła”.

🌅 Przez pewien czas wydawało się, że ten schemat staje się stopniowo coraz bardziej zażegnany. Dawne „niebezpieczne” osiedla zasiedlała ludność z innych rejonów skuszona niejednokrotnie atrakcyjną zabytkową zabudową. Inwestorzy słusznie dostrzegli w dawnych kamienicach potencjał i nieoszlifowany – lub bardziej wymagający remontu diament. I tak rola się odwróciła. Stopniowo rola dzielnic takich jak Praga Północ rośnie dzięki renowacjom i postępującym zagęszczeniu nowych inwestycji.

🔊 Martwi mnie rzecz, o której się nie mówi – co zrobić aby role się nie odwróciły. Niejednokrotnie nowe inwestycje stawiają na jednolitość grupy odbiorców – klientów. Łatwiej zaprojektować coś o jednakowym standardzie niż współtworzyć zróżnicowaną miejską tkankę. I taniej, bym powiedziała. Tymczasem już tak powierzchowne rozważania prowadzą do następującego wniosku: wewnętrzne zróżnicowanie jednego obszaru tkanki miejskiej sprzyja burzeniu granic w jego obszarze.

Konkluzje są konkretne!

📊 Chociaż w przestrzeni internetowej nie raz mówi się o istocie zróżnicowania i otwarcia obszarów zabudowy, w praktyce postulaty te pomijane są w ostatecznych realizacjach deweloperów – często pomimo sprzeciwu osób, które zawodowo zajmują się poznawaniem roli dobrze zaprojektowanych układów urbanistycznych w rozwoju zdrowia psychicznego człowieka.

📈 Na argumenty odnoszące się w istocie do ekonomii powstających inwestycji należy odpowiadać podobnie – nie brać udziału w obrocie źle zaprojektowanymi inwestycjami.

🌆 Obecnie w internecie krąży termin „patodeweloperka” – odnoszący się właśnie do architektury zaprojektowanej nie w sposób kontrowersyjny stylistycznie, ale ignorujący ludzkie potrzeby funkcjonalne, utrudniający godne funkcjonowanie przyszłych współlokatorów – także poprzez brak intymności oraz zbyt ciasne mieszkania.

🧐 Dlatego najskuteczniejszym sposobem eliminacji tego zjawiska z rynku jest nie kupowanie mieszkań w takich inwestycjach. Deweloperzy mogą sobie pozwolić sobie na coraz więcej właśnie dlatego, że ludzie wciąż kupują ich realizacje. To jest ciągłe testowanie – sprawdzanie kiedy granicą zostanie przekroczona. Chociaż, jak widać, ludzie wciąż są chętni.


0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze