Dziś (z perspektywy dziś – wczoraj) byłam na wizycie w poradni leczenia bólu. Dobrze, bo zawsze lekarz widział mnie we w miarę wyrównanym stanie. A wczoraj czułam się bardzo źle. Właściwie od kilku dni jestem w ciągu bardzo nasilonych objawów. Jest nieznośnie ale właśnie dlatego lekarz prosił o notowanie objawów, coś w rodzaju dziennika. A jaki, że mam podejrzenie fibromialgii nazwę go „fibracje”.
Dobra, niech będzie, celowo pisze to na blogu z myślą, że może ktoś to zobaczy i zastanowi się, czy jego stan jest „normalny”. Ja niestety przez wiele lat normalizowałam ból wmawiając sobie, że „każdy tak się czuję gdy się zmęczy” albo uznając objawy za nieprzypadkowe. Niestety, sprowadzanie bólu do ogółu sprawiło, że przez wiele lat nie wiedziałam co mi jest. Czułam do siebie wstręt nie wiedząc dlsczego.
07.05.2026
~05:00
Wstałam wcześniej rano. Obudziło mnie mrowienie. Często mam tak leżąc na poduszce, że ona w niewytłumaczalny sposób wbija mi się w szyję. W efekcie mam wrażenie takiego ucisku, jakby krew nie trafiała do mózgu. W efekcie są mroczki, zawroty głowy i mdłości oraz mrowienie. Bardzo uciążliwe. Ale o dziwo zawsze zauważam, że jest po odwrotnej stronie niż ucisk.
Oczywiście jak zawsze wstając w takiej sytuacji musiałam się wywalić. Minęło kilka minut zanim prawa część ciała odzyskała sprawność. Na szczęście nic sobie nie zrobiłam. Chociaż patrząc jaki mam do tego ostatnio talent, fakt ten śmiało można nazwać „cudem”.
Potem już się nie kładłam, ciągle łaziłam mając uczucie, że każdy staw dosłownie wbija się w niższy. Chciałam zadać sobie trochę siły odśrodkowej by odsunąć od siebie kości.
07:45
Z tego samego powodu na wizytę wyszłam przed ósmą. Chciałam się rozruszać chociaż wizyta była na 09:45. Bardziej się ślimaczyłam bo moje stopy obdarte ze skóry bolały. 🥵
Wsiadłam do skm-ki i coś zjadłam na mieście. Byłam przed poradnią ok 09:00. I nie byłabym sobą gdybym nic mi się nie stało. Złapała mnie ostra hipersomnia. O dziwo wtedy nie bolało ale lekarz wyszedł z gabinetu i zaordynował bym udała się na izbę przyjęć. Tak spędziłam ok 2 h i wróciłam pod drzwi poradni.
Wizyta
Ostatecznie zostałam przyjęta ok 12:00. Lekarz był bardzo miły. Niestety w moim stanie bezwzględnie nie mogę przyjmować opioidów – wniejszym stopniu niektórych NLPZ-ek, na które mój organizm reaguje skrajnie depresyjnie i plegicznie. To znaczy, że nie mogę się po nich ruszać i mam poważne duszności. Także pole działania było ograniczone. Tam stwierdzili jak zwykle – hipotensję i hiperfrekwencję.
Ostatecznie dostałam preparat z kodeiną – najsłabszym dostępnym opio. Porozmawiałam też z doktorkiem (bardzo sympatycznym i kompetentnym poza tym) trochę o życiu osobistym i o wpływie bólu na kondycje funkcjonalne.
Wyszłam przed 12:30. Do domu wróciłam z trudem. Całe szczęście, że w autobusie było wolne miejsce.
13.42
Wróciłam do domu. Dopiero w spoczynku zaczęłam zauważać ogromny ból. Przez jakiś czas klęczałam oparta o łóżko nie mając siły się położyć. Znowu nie slam drgawki, które były skutkiem celowego spięcia mięśni. Mogłam tego nie robić ale wtedy nie miałabym siły ruch. Ale przez to jeszcze bardziej bolało.
17:30
Zaczęło robić się naprawdę ciekawie. Ponownie miałam wrażenie wbijania się samej w siebie, przez co zdecydowałam, że idę na spacer. Niestety przeforsowałam. Mięśnie zaczęły dosłownie płonąc, stawom też o dziwo nie zrobiło to nic dobrego. Podjęłam decyzję, że wsiadam do pociągu żeby podjechać jedną stacje do poradni NPL.
Ale nawet nie doszłam na siedzenie. Usiadłam na podłodze zaraz przy drzwiach nie mając siły się ruszyć. Moje nogi stały się bardzo ciężkie i miałam wrażenie, że pode mną nie ma gruntu. Siedziałam w samym wejściu kompletnie bez sił, w dodatku zaczęło mnie mocno dysocjować, odpaliła się hipersnomia. Głowa poleciała mi na bok i znowu jedna połowa ciała całkiem osłabła.
Całe szczęście miałam przy sobie głośny osobisty alarm, który włączyłam. Potem odpłynęłam. I chwilę potem obudził się jakiś młody chłopak drżąc się, że jestem POYEBANA bo pewnie (według niego) jestem naćpana. Podchwyciły to starsze panie obok i zaczęły o tym rozmawiać. Leciały mi łzy z oczu nie mogąc się ruszyć. W końcu jedna z nich poszła do konduktora „aby uciszył to co wyje”.
Konduktor też twierdził, że może jestem pod wpływem i stwierdził, że jakby miał gorszy dzień to by wystawił mnie na stacji z mandatem karnym. Ale najbardziej zirytowało mnie zachowanie ratowników PRM, którzy przyjechali. Ci też podważali moją trzeźwość. Twierdzili, że jestem „napruta”. Po zobaczeniu moich rąk stwierdzili, że ranki, które mam wszędzie to są skutki „wstrzykiwań dragów” i zawieźli mnie na toksykologię. Nie wiem skąd się te ranki biorą ale nie biorę narkotyków.
Na SOR-ze personel zorientował się, że jestem trzeźwa i zostałam zarejestrowana. Na lekarza czekałam długo ale jestem zadowolona z pomocy. Nie mieli za bardzo co zrobić, bo gdybym dostała środki przeciwbólowe byłabym zwiotczona a mi zależało na powrocie do domu. Także byłam tam głównie po to, aby przeczekać najgorszy okres. Chociaż w tym czasie zdążyłam raz zasłabnąć w łazience i zrobić mocne „jeb”. SOR opuściłam przed 23:00.
Wracając rozmawiałam z Amelią, po powrocie do domu jeszcze rozmawiałyśmy. Szybko zasnęłam.